ufff poprzedni tydzień zleciał szybko głównie dzięki temu że robiłam za taksówkę dla całej rodziny. Dzięki nawrotowi zimy musiałam zorganizować dojazd dla całej rodzinki. Niestety zapłaciłam wysoką cenę: sprzegło do wymiany... :/
Oprócz tego walka z ketonami w moczu raz one wygrywały raz ja. Walka trwa nadal. Choć podejrzewam, że muszę jeść kolację bogatą w węglowodany i jeszcze w coś co opóźni ich wchłanianie. Pani dr się złości że jem za mało warzyw no ale ja zawsze mięsna byłam zwłaszcza zimą.
Udało mi się zjeść kochane prince polo i mieć uczciwy cukier :-). Ale radocha. (oczywiście zawdzięczam to insulinie). Owoce też grzecznie wcinam przynajmniej nie mam do nich wstrętu jak do warzyw.
A i wczoraj wieczorem detektorem wyłapałam w końcu tętno maluszka. NIe dało się pomylić z moim. Posłuchałam z minutkę po czym usłyszałam bul bul i pult i maluch znikł poza wiązkę detektora. Dziś kolejne poszukiwania...
sobota, 16 stycznia 2010
niedziela, 10 stycznia 2010
na spokojnie
od środowego spadku cukry poprawne dwa razy się machnęłam biorąc za dużo insuliny do śniadania i w efekcie cukier po 2 godzinach był 66. W czwartek miałam specjalistę od ogrzewania w domku w efekcie nie jadłam zbyt dobrze i od razu w piątek troszkę ciał ketonowych w moczu rano (całe 5 mg/dl). W sobotę za to dużo bo 15 ale czemu? Nie mam wcale apetytu. ZMuszam się do jedzenia. Na dodatek od nocnego pomiaru cukru mnie kłuje ni to ciągnie i mam stracha że to skurcze...
Na razie się obstawiłam no spą i magnezem. I czekam co będzie dalej. Zasypało nas i się martwimy czy a) szambiara dojedzie b) jak jutro z domku wyjedziemy... Ciężko będzie oj ciężko.
Na razie się obstawiłam no spą i magnezem. I czekam co będzie dalej. Zasypało nas i się martwimy czy a) szambiara dojedzie b) jak jutro z domku wyjedziemy... Ciężko będzie oj ciężko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)